o ciężkich Taty powrotach z pracy…


Od razu powiem, iż post jest w obronie spracowanych mężów, ojców, kochanków, którzy po powrocie z pracy są wykorzystywani – i to wcale nie tak jakby chcieli.

Gdy już urodzi się dziecko, rodzice muszą zdecydować co dalej z pracą. Wiadomo. Za coś trzeba żyć. Różnie, różniście mogą się toczyć losy takiej rodziny. Gdy już zdecydują się na to jak będzie im najwygodniej przystępują do realizacji planu. Z racji tego, że to jednak zazwyczaj kobiety rodzą i to one chodzą na długie zwolnienia, biorą urlopy macierzyńskie, wychowawcze, a zdarza się i tak, że pracodawca umowę przedłuża do dnia porodu, a potem to już martw się o siebie.

Wówczas wyjść jest kilka:

  1. tata pracuje, mama zajmuje się domem i dzieckiem
  2. tata pracuje, mama pracuje, dziecko w żłobku
  3. tata pracuje, mama pracuje, dziecko u dziadków
  4. tata nie pracuje, mama pracuje, dziecko pod opieką taty (czyli tak jakby bez opieki :) )
  5. tata nie pracuje, mama nie pracuje, dziecko nie pracuje i jest dramat

…i jeszcze kilka innych kombinacji, ale do sedna.

Zakładając, że jesteśmy w trakcie realizacji punktu , czyli tata pracuje od 8-16 (plus długie dojazdy):

Jak to jest, że kobieta witając męża w drzwiach buziakiem – 5 sekund później oznajmia – trzeba dziecko przebrać, uwaga, kupa! Dlaczego nikt nie docenia ciężkiej pracy męża? Na to pytanie wielokrotnie skierowane w stronę żony najczęściej słyszy odpowiedź – ja też ciężko pracuję. Tu się zgodzę. Prowadzenie domu to nie zabawa. Od razu zaznaczę kilka spraw: w domu jest czysto, obiad prawie czeka gdy wracam, a dziecko uśmiechnięte – wydaje się, że wszystko OK. Aż tu nagle nieoczekiwany zwrot akcji – padają brutalne słowa pokroju „zajmij się Nim trochę, bo w pracy Ty sobie odpoczywasz, a wszystko na mojej głowie”, „pobaw się z Nim bo spędzasz z Nim tak mało czasu”. Oczywiście na każde z powyższych istnieje jak najbardziej logiczne wytłumaczenie..

Nie wierzycie? To patrzcie:

Pozwólcie, że pierwszy „zarzut” cichutko przemilczę, bo… brak słów, no! O tyle, „zajmij się Nim bo spędzasz z Nim tak mało czasu” – ekhem.. no skoro jestem w pracy to jakby nie patrzeć siłą rzeczy spędzam z dzieckiem mniej czasu. Jednak kasa się musi zgadzać. Na te i wiele innych argumentów zawsze znajdą się kontrargumenty.

Naturalnie nie należy wyciągnąć mylnych wniosków w postaci tego, że zajmowanie się dzieckiem jest przykrym obowiązkiem. Oczywiście jest to obowiązek, ale z gatunku tych przyjemnych – jednak coś za coś.. Zajmując się dzieckiem – nie porobisz już tego na co normalnie miałbyś ochotę. Aczkolwiek cieszę się, że wywalczyłem wieczorne usypianie w systemie pół na pół. Skoro dwójka rodziców jest „spracowana” to czemu tylko jedno ma narażać się na przypadkowe zaśnięcie z dzieckiem, a potem przebudzić się po 22, tylko po to, żeby się ubrać w piżamę i iść spać – a wieczór rozrywki prysł i zostaje tylko cieszyć się tym, że hurra – jutro znowu do pracy.

Kolejnym spornym elementem jest weekend – czas, w którym każdy chce wypocząć.. szkoda tylko, że każdy inaczej. Jeśli mąż chce posiedzieć i porelaksować się w domu bo WRESZCIE MOŻE – to żona najchętniej gdzieś by wyskoczyła bo cały tydzień w domu z dzieckiem to by chętnie się z kimś pospotykała itd. Jeśli mąż chce odpocząć oddając się swojemu hobby (które może wykonywać tylko późnymi wieczorami, albo właśnie w weekend) – to żona też chce odpocząć, tylko trochę inaczej. Więc znowu jest konflikt interesów.

Spytacie się więc JAK ŻYĆ? No ja wam tego nie powiem.. jest to sprawa wysoce indywidualna. Trzeba żyć tak, żeby się nie pozagryzać i jakoś starać się nawzajem wyręczać.. Zresztą ochota na zagryzanie mija gdy tylko dziecko się uśmiechnie i po prostu jest :)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *